Z dołu są tak samo trudne do wypatrzenia jak czubki rosłych świerków. Wierzchołki skał w dolinie Kamiennej nikną gdzieś na ciemnym sklepieniu szumiącego lasu. Przechodząc mimo granitowych ścian można by pomyśleć, że mija się ruiny zamku albo i mury jakiejś osady. Rzeka znać musi o nich liczne opowieści, zwłaszcza że droga nad nią do Szklarskiej Poręby najwygodniejsza. Cóż jednak, jeśli kiedyś nią nie chadzano.
Kto by się chciał narażać?! Tędy właśnie, ocierając ogon o potężne skały, kroczył potwór jakich mało. Siedzibę swoją urządził poniżej ujścia Kurzackiej Wody do rzeki Kamiennej, przez co każdy, kto wędrował ku miejscowości, od tego miejsca zamiast wzdłuż rzeki nadkładał trasy przez dzisiejszą Szklarską Porębę Dolną, Średnią i Białą Dolinę. Przecie to lepiej nogi umęczyć niż wystawiać się na pożarcie smokowi.
A mawiano, że był ogromny jak rosnące nad Kamienną skały. Może nawet i większy, skoro ten i ów widział, jak wyłupiastymi ślepiami maszkaron strącał świerkowe szyszki. Jego czerwona skóra, cała w zmarszczkach głębokich na łokieć, tu i tam straszyła kurzajką wielkości porządnej kapusty. Ogon zaś tak miał nabity kolcami, że łatwo pomyliłbyś go z kaktusem. Skutecznie zacierał nim ślady po tłustym brzuchu i łapach, co z nich szpony sterczały.
Prezencji był więc mocno ponurej, gorzej jednak obawiano się jego oddechu. Tak, tak. Gdy ten dziwotwór na kogo chuchnął, nieszczęśnik od razu kończył przygodę z kalendarzem. Smrodu większego pod słońcem nigdy bowiem nie znano. Tylko małej dziewczynce pachniał chyba fiołkami, a może nosek miała zbyt mały, żeby się w nim odór zmieścił.
Drobna jak motylek, lekka niczym piórko hasała sobie w okolicy jak po własnym domu. Wszakże mieszkała z ojcem nad rzeką, w pobliżu dzisiejszego Muzeum Ziemi. Ponieważ ojczulek był hutnikiem szkła nazywano go Szklarzem, ją samą zaś Szklarką. I nie znalazłbyś oczu równie jak jej błękitnych. Mogłaby nimi niebo malować albo Świętej Panience szaty najpierwsze barwić.
Zdarzyło się, że któregoś dnia koło chałupy Szklarza przechodził Duch Gór. Nie wiadomo, w jakiej był postaci. Może wilka, a może kruka, kto wie, czy nie starca z laseczką. Przysiadł na kamieniu, Szklarka zaś przycupnęła obok. I zrobiła to z taką samą swobodą z jaką zbierała jagody, wypoczywała w trawie, czy wspinała się na drzewo. Wszystko co żywe było jej tak bliskie jak własna ręka czy noga i godne najgorętszej przyjaźni. A nie ma przecież nikogo lepszego od przyjaciela, kto mógłby wysłuchać naszych snów, prawda?
Tymczasem dziewczynce śniła się ostatnio sowa, i to taka, która nie potrafiła latać. Dziw nad dziwami, żeby najmędrszy wśród ptaków nie umiał wznieść się w przestworza. I to mimo skrzydeł, którymi mógłby objąć gruby prawie na dwa metry pień. Ale jeszcze dziwniejsza była odpowiedź sowy na zadane przez Szklarkę pytanie: dlaczego?
– Ano widzisz, błędy są przywilejem filozofów i tylko głupcy nie mylą się nigdy – zahukał ptak i raźno wziął się do iskania swych cętkowanych piór.
Czyli nieumienie latania jest błędem? A jeśli tak, to dlaczego taki błąd jest przywilejem? Gdyby go nie popełnić nie byłoby się filozofem? Ale po co być filozofem, skoro wtedy trzeba się mylić? Może jednak lepiej być głupcem i w przypadku sowy latać? Ale przecież z sową, która latać nie umiała, było się tak samo fajnie zaprzyjaźnić jak z taką, która by umiała. Może nieumienie latania to wcale nie błąd? – pytała dziewczynka, usiłując zrozumieć swój sen.
Duch Gór także się nad nim zastanawiał. I z tego dumania przywiódł Szklarce zranionego przez kłusowników koziołka. Dziewczynka zaopiekowała się nim troskliwie jak ogrodnik swymi kwiatami tak iż wkrótce ona i rogacz stali się nierozłączni. I nawet okolice, które inni wędrowcy omijali szerokim łukiem, dla tej dwójki były jak ława przy domowym kominku.
Raz ich droga wiodła w dół Kamiennej, a dokładnie tam, gdzie wpada do niej potok nazywany dziś Szklarką. Rosłe świerki i buki, które rozpychały się w lesie szerokimi gałęziami, skryły przyjaciół w swym wilgotnym cieniu. Rzeka szumiała zagłuszając ich kroki, a jeżyny, które przyszli razem pozbierać, same wpadały dziewczynce do koszyka, że nawet trzask gałązki nie mógł zdradzić jej i koziołka obecności. Dla człapiącego tam smoka nie miało to jednak żadnego znaczenia.
Dyszał i chrapał, rzęził i sapał, przewracane ogonem głazy biorąc za muchy co mu na złość robiły. Udręczony ciężarem własnego cielska ani słyszał, ani widział spacerujących lasem druhów. Ale wystarczyłaby chwila, mniejsza od ziarenka piasku, że między bukową gałęzią drapiącą go w oko a iglastym zagajnikiem, dostrzegłby wesołe podskoki przyjaciół. Duch Gór jednak okazał się szybszy.
Wyrwał z ziemi skalny blok i cisnął nim w stronę smoka. Tuż przed paszczą maszkary bryła wpadła do potoku i huknęła w dno z taką siłą, że je rozłupała. Woda jak z wulkanu wystrzeliła naraz niczym tysiąc deszczów, a jedna z krawędzi szczeliny runęła niby zamek z piasku. Po drobnej jak motylek Szklarce nie było śladu, została wessana przez przepaść, w którą wlewają się dziś wody wodospadu Szklarki.
Za to smok, tuląc do siebie drżącego jak trzcina na wietrze koziołka, obejrzał się na Ducha Gór. Od tego spojrzenia pan Karkonoszy zamienił się w deszcz, który mógłby padać i do końca świata albo i w samotny dym, kompletnie zgubiony od braku ognia.
Co to się stało? Przecież władca Karkonoszy nie mógł nie wiedzieć, że smok bestią był tylko w obliczu ludzi przejętych strachem, do których Szklarka nie należała. Dla niej maszkaron znad Kamiennej wyglądał całkiem zwyczajnie, mógłby mieć choćby i piętnaście głów czy dwadzieścia cztery łapy, a i tak uznałaby, że pasuje do całego lasu. Podobnie zresztą jak jego oddech, który w swym zapachu niczym nie różnił się dla dziewczynki od zapachu mchu czy kamieni.
Po co Duch Gór rozdzielił tych dwoje na wieki? I pytam o to nie tylko ja, czy ty, miły czytelniku. Oczami, w których zmieściłyby się oceany łez pytał o to sam smok, pytał koziołek, nie wspominając już o ojcu Szklarki.
Czy zatem Duch Gór się pomylił?
Mawiają, że nikt nie pojmie tego największego w Olbrzymach filozofa.
I tak oto powstała legenda, o której wciąż szumi wodospad nazywany do dzisiaj Szklarką.
